Katarzyna Okoniewska (KatarzynaOkoniewska)
Dodano: 2022-02-02 12:56:32

Drezno 1945. Ogień i mrok - recenzja

1945-02-13 - 1945-02-15

Drezno 1945. Ogień i mrok

Tł. Jan Drzierzgowski (Kraków 2022, ss. 444, fot., mapy)

Noc z 13 na 14 lutego 1945 r. była jedną z najtragiczniejszych w historii Drezna – lotnictwo brytyjskie (RAF) i amerykańskie (USAAF) przeprowadziło naloty dywanowe na miasto. 796 bombowców Lancaster, 9 bombowców Mosquito i 311 bombowców B-17 zrzuciło łącznie 2680 ton bomb burzących i zapalających. Reportaż historyczny autorstwa brytyjskiego dziennikarza Sinclaira McKay’a zatytułowany „Drezno 1954. Ogień i mrok” ukazał się w 75. rocznicę wydarzenia nakładem wydawnictwa Penguin. W Polsce publikacja ujrzała światło dzienne w styczniu 2022 r. i została wydana przez wydawnictwo Znak Koncept.

Zanim dojdzie do omówienia publikacji, należy odpowiedzieć na pytanie: jakie było Drezno w 1945 r.? Otóż Drezdeńczycy mieli niezwykłe poczucie wartości miasta, w którym mieszkali. Jego historia i wspaniała architektura – zabytkowe kościoły i pałace, słynne manufaktury porcelany, a także atrakcyjne krajobrazy, przyciągały turystów z całego świata. Miasto nazywano „niemiecką Florencją” i perłą baroku. Drezdeńczyków nie ominął nazistowski reżim. W lutym 1945 r. gauleiterem Drezna był Martin Mutschmann, który był „panem życia i śmierci”: On i jego sadystyczni, budzący lęk zastępcy byli bezlitosnymi fanatykami, ludźmi, których według marszałka Harrisa dało się pokonać wyłącznie pod warunkiem całkowitego rozbicia ładu społecznego – pisze w publikacji McKay [s. 46]. Mutschmann dążył do całkowitej kontroli Drezdeńczyków i sterroryzowania mieszkających w mieście Żydów - jednym z nich był prof. Victor Klemperer. Przebywali w nim także jeńcy wojenni i więźniowie różnej narodowości zatrudniani do pracy w fabrykach obronnych. Ósmego lutego 1945 r., po wyroku trybunału ludowego na dziedzińcu drezdeńskiego sądu, pod murem z szarego kamienia przeprowadzono egzekucję. Ofiara: doktor Margarete Blank, lat czterdzieści trzy, wiejska lekarka skazana na gilotynę. Jej zbrodnia: kiedy zajmowała się chorymi dziećmi pewnego oficera, wyraziła powątpiewanie czy Niemcy zdołają zapewnić sobie ostateczne zwycięstwo. O jej słowach poinformowano Gestapo. Doktor Blank została aresztowana, oskarżona (niesłusznie) o przynależność do ruchu oporu i skazana na śmierć przez dekapitację [s. 47]. Zdaniem gauleitera wszelka krytyka władzy była aktem zdrady.

McKay oparł swoją monografię na wspomnieniach, które są przechowywane w Archiwum Miejskim w Dreźnie, a także na dokumentacji z archiwum Muzeum RAF: zapisach sir Arthura Harrisa i pozostałego personelu wojskowego. McKay konsultował się także z amerykańskim publicystą Kurtem Vonnegutem, który przeżył bombardowanie Drezna, co w jego przypadku przyczyniło się do powstania powieści zatytułowanej „Rzeźnia numer pięć”.

Książkę otwierają kolejno: spis treści, mapy: Europy w lutym 1945 r., Drezna w lutym 1945 r. i centrum miasta z dnia 12 lutego 1945 r., a także wstęp. Część zasadnicza publikacji została podzielona na trzy części: pierwsza to Nadciągająca furia (opisuje rozwój miasta na przestrzeni wieków – opisuje architekturę i przybliża słynne postacie związane z Dreznem), druga Schreckensacht (relacja dotycząca bombardowań), a trzecia Reperkusje (ocena postfactum). Każda z nich składa się z kilku rozdziałów. Treść ułożona jest chronologicznie. Publikację wieńczą kolejno: podziękowania, wybrana bibliografia, przypisy, źródła ilustracji oraz indeks. Prócz map, do monografii załączono 58 fotografii – przedstawiających nie tylko samo miasto, ale także władze SS, najwybitniejszych ludzi kultury i nauki, uwiecznione momenty bombardowania oraz proces odbudowy miasta. Każda fotografia jest dokładnie opisana. W „Źródłach ilustracji” Autor zaznaczył, że większość z nich pochodzi ze zbiorów prywatnych.

Ogromnym atutem reportażu jest język – barwny, opisowy i przystępny. McKay wspaniale kreśli przedwojenne piękno miasta i tempo życia jego mieszkańców. Jak zaznaczono wcześniej, Autor opowiada historię zniszczenia Drezna poprzez wspomnienia tych, którzy cudem przeżyli naloty. Bogata narracja i szczegółowość informacji sprawiają, że Czytelnik ma wrażenie, że jest świadkiem omawianych wydarzeń.

O godzinie 21:40 syreny zaczęły obwieszczać nalot, a o 22:03 rozpoczęła się pierwsza fala: Lancastery (...) zrzucały dwa rodzaje ładunków: dwutonowe „wybebeszacze budynków” wypełnione materiałami wybuchowymi, następnie zaś bomby zapalające. Kiedy bombardier zwalniał uchwyt, bomba nurkowała nosem w dół. Eksplodowała, gdy tylko napotykała twardą powierzchnię. Potrafiła burzyć całe szeregi domów Rozrywała je z ogromną siłą (...) [s. 229-230]. McKay niesamowicie opisuje horror burzy ogniowej i przerażającą sytuację ludzi, którzy starali się przeżyć za wszelką cenę. Obrazowo opisuje bombardowanie Drezna od pierwszych rozbłysków, aż do płomieni sięgających prawie półtora kilometra wysokości: Miasto płonęło jasnym ogniem, było niewyobrażalnie gorąco [s. 241] – mówiła Gisela Reichelt, z kolei Miszka Dannos wyznał, że: poczuł się jak Neron, który patrzył na płonący Rzym [ s. 259]. Gorący, duszący wiatr przybierał na sile, a płuca tych, którzy znaleźli się na jego drodze, zostały natychmiast spalone. Z tego powodu wiele ofiar udusiło się w schronach: Przygotowując schron, zakładano, że do środka będzie wpadało zimne powietrze od strony rzeki oraz od strony parku. (...) Być może tak właśnie wyglądałaby sytuacja w normalnych okolicznościach, jednak tamtej nocy dochodziły do rozmaitych rzadko spotykanych zjawisk fizycznych, a skomplikowana sieć zakręcających ceglanych korytarzy zaczęła zasysać rozgrzane powietrze [s. 250] – tłumaczy Autor. Świadkowie wspominali, że ceglane ściany podziemnych schronów stały się w pewnym momencie zbyt gorące w dotyku: Byli też tacy, którzy nie wytrzymali trujących oparów w dusznych piwnicach i wyszli na zewnątrz, trafiając prosto do pieca. Wiatr unosił ich i rzucał w wirujące ogniste tornado. Pewnej kobiecie w ułamku sekundy wyrwał z objęć małe dziecko, by nakarmić nim gorące płomienie [s. 282]. Na zewnątrz sytuacja była jeszcze gorsza - asfalt zamienił się w stopioną smołę, która przyklejała się do obuwia ludzi próbujących dostać się do domu lub innego schronienia. Parzył ich stopy, a oni upadali doznając poważnych poparzeń - wiele z nich zmarło na miejscu. Pozostali dusili się, ponieważ brakowało tlenu, a jeszcze inni spłonęli żywcem: Dorothea Speth (...) widziała mężczyznę, który szedł płonącą ulicą, gdy naraz, zdawałoby się samoistnie, zaczął się palić. Upadł, pożerany przez płomienie. Frau Speth sądziła, że nastąpił na ładunek zapalający. Prawda była jeszcze okrutniejsza. Wystarczyło mieć na sobie suche ubrania: stanowiły one łakomy kąsek dla pomarańczowych drobin żaru, tańczących w powietrzu [s. 284-285]. Miasto błyskawicznie przemieniało się w bezkształtną łamigłówkę, w której nie będzie można odnaleźć ulic, a wyjątkowa architektura legnie w gruzach.

Autor przybliża w monografii zarówno postacie lotników biorących udział w akcji, jak i sir Arthura Harrisa - głównodowodzącego „Bomber Command” Królewskich Sił Powietrznych (RAF). Słynął on z wojowniczości, nie oszczędzał podwładnych i przełożonych. Za czasów jego dowództwa oraz jego poprzednika do początku 1945 r. zginęło ok. 50 000 lotników: W wykładzie, który wygłosił w 1942 r., podkreślał, że nie przyświeca mu bynajmniej chęć odwetu za chaos, jaki niemieckie bombowce poczyniły w Wielkiej Brytanii. Zależało mu jedynie na szybkim zakończeniu wojny i z religijną niemal żarliwością wierzył, że uda się tego dokonać dzięki nalotom dywanowym [s. 42]. Jego główną strategią było tzw. „Morale Bombing” – czyli nocne dywanowe bombardowania niemieckich miast, które miały przełamać ducha oporu i złamać morale ludności niemieckiej. Podczas II wojny światowej alianckie formacje bombowców systematycznie niszczyły średnie i duże miasta niemieckie m.in. Hamburg, Kolonię, Frankfurt, Bremę i Lubekę: Metoda nalotów dywanowych (...) miała doprowadzić do tego, że miasta zaduszą się pod naporem uchodźców, a porządek społeczny ostatecznie się zawali [s. 45]. Mężczyźni, którzy zrzucili bomby, z pewnością nie uważali się za morderców cywilów – starali się przetrwać każdy swój lot: Dla lotników była to po prostu kolejna noc pełna strachu, miasto zaś stanowiło cel jak każdy inny. W ciasnych, surowych, niewygodnych kabinach samolotowych, pośród zimnego metalu, uwagę członków załóg nieustannie zaprzątały różne pilne procedury i zadania, nie musieli więc myśleć o piekle, które musieli rozpętać [s. 222] – pisze McKay. Lotnicy szykujący się do drugiej fali nalotów wspominali, że wypatrzenie miasta nie stanowiło żadnego problemu, ponieważ płomienie ognia były widoczne z odległości 60 km [s. 268]. Jeden z lotników Ray Tripp zrelacjonował, że: Z wysokości przeszło trzech tysięcy metrów podziwiał >>fantastyczną siatkę płomieni<<, która budziła skojarzenie z krzyżówką. Patrzył na >>intensywny ogień ciągnący się ulicami [...] ze wschodu na zachód i z północy na południe<< [s. 268]. Zdarzało się, że lotnicy podejmowali decyzję o zrzuceniu ładunków na inny cel, by nie podsycać burzy ogniowej [s. 268].

W dalszej części Autor opisuje, jak wyglądało życie w mieście już po bombardowaniu: W Altstadt zniszczono 75 tysięcy mieszkań i lokali. Ceglane szczątki budynków w każdej chwili groziły zawaleniem. Tymczasem tu i ówdzie mężczyźni i kobiety gramolili się na gruzowiska. Nie wiedzieli, czy zachować nadzieję, czy może w dziwnym, szarym zmierzchu powinni zacząć żałobę [s. 320]. McKay podkreśla, że przysłano z Berlina członków SS, którzy wraz z pozostałymi miejskimi przedstawicielami administracji mieli zająć się ocalałą ludnością i zrujnowanym miastem. Jednym z głównych zadań było dokonanie identyfikacji zmarłych, skatalogowanie ich zwłok i pogrzebanie - wszelkie opóźnienia w wykonywaniu powyższych czynności groziły wybuchem epidemii. Autor, powołując się na źródła sugeruje, że skatalogowano nawet ok. 10 tysięcy ciał [s. 325]. W kwietniu 1945 r. gauleiter Drezna ogłosił, że miasto ma status twierdzy [s. 352].

W końcowych rozdziałach McKay opowiada historię o tym, jak miasto odradzało się z popiołów – choć moim zdaniem do tematu podszedł zbyt ogólnie –począwszy od powojennej przynależności Drezna do strefy wschodniej i kontroli sowieckiej, po przywrócenie do dawnego piękna i historycznego znaczenia: Miasto stanowi dziś swoisty pomnik ohydy wojny totalnej; Drezno to symbol całkowitego zniszczenia, podobnie jak Hiroszima i Nagasaki [s. 17] – pisze McKay. Bardzo ogólnie ukazuje, jak reagowano na wiadomości o zbombardowaniu Drezna. Podkreśla, że obie armie spotkały się z powszechną krytyką, a w samej Wielkiej Brytanii mówiło się, że kraj okrył się hańbą.

Reasumując, nie jest to typowa publikacja opowiadająca o bombardowaniu - większość bowiem koncentruje się przede wszystkim na polityce prowadzącej do nalotów. Sam McKay jedynie pokrótce omawia kontrowersję związaną z atakiem – pisze czym mogło być uzasadnione zastosowanie nalotu dywanowego, aby zamienić Drezno i ​​ich mieszkańców w popiół. Ostatecznie nie zajmuje jednak żadnego stanowiska w kwestii, czy decyzja ta była uzasadniona, czy nie – dlatego Czytelnik oczekujący takich informacji będzie rozczarowany. Ewidentnym zamiarem Autora było odniesienie się do cierpienia jednostki i trzeba przyznać, że zrobił to genialnie. Książka porusza, wprowadza w refleksję i daje wizję tego, co mogły doświadczać ocalałe osoby podczas bombardowań mających miejsce nie tylko w Dreźnie, ale także w innych miastach .

Książkę można nabyć pod adresem https://www.znak.com.pl/ksiazka/drezno-1945-ogien-i-mrok-mckay-sinclair-215793.

Drezno.jpg

 

Logo_Znak Koncept.jpg

Komentarze

securimage