Katarzyna Okoniewska (KatarzynaOkoniewska)
Dodano: 2021-08-16 13:26:37

Eksperymenty medyczne na nieletnich podczas II Wojny Światowej

1939-09-01 - 1945-05-09

Obozy koncentracyjne były miejscem stworzonym nie tylko dla dorosłych osób, ale także dla dzieci. Blisko 1.5 miliona dzieci pochodzenia żydowskiego zostało zamordowanych podczas Zagłady. Na podstawie częściowo zachowanej dokumentacji ustalono, że do samego obozu Auschwitz-Birkenau przybyło ok. 232 tys. dzieci i osób młodocianych. Największą grupę stanowiły dzieci żydowskie, które najczęściej zaraz po przybyciu do obozu były kierowane do komór gazowych. Każdą kobietę, u której zauważono ciążę, zabijano zastrzykiem fenolu, gazowano bądź dokonywano aborcji. Jeśli jednak doszło do narodzin, wówczas dziecko topiono w wiadrze wody i palono w piecu[1]: Czasami do ambulatorium przynoszono również niemowlęta i kładziono je na stole. Za każdym razem otrzymywaliśmy polecenie opuszczenia ambulatorium i niemowlęta uśmiercano podczas naszej nieobecności. Jednego razu weszliśmy do ambulatorium nim zabrano ciało niemowlęcia. Na własne oczy widziałam w okolicy serca mały czerwony punkt od igły - to był ślad śmiertelnego zastrzyku[2]Polskie dzieci przywożono do obozu m.in. w transportach więźniów politycznych: były to osoby aresztowane za współpracę z ruchem oporu lub ujęte podczas łapanek. Już w sierpniu 1940 r. przywieziono do Auschwitz polskich nastoletnich chłopców. Dzieci polskie znajdowały się również wśród wysiedleńców z Zamojszczyzny. W sierpniu 1944 r. trafiła do obozu kolejna grupa młodocianych - poprzez obóz w Pruszkowie dotarło do Auschwitz 13 tys. osób, w tym niemal 1.5 tys. niemowląt i dzieci w różnym wieku.

Od połowy 1943 r. pozostawiano przy życiu dzieci kobiet pochodzenia nieżydowskiego. Dzieci te rejestrowano i przypisywano im numer obozowy. Niektóre z nich wysłano do Nakła w celu wynarodowienia[3]. Dzieci, które pozostały na terenie obozu, były tak samo traktowane jak osoby dorosłe, cierpiały głód (dla niemowląt władze obozowe nie przydzielały ani mleka, ani pieluch), choroby, zimno, pracowały ponad siły (np. w rafinerii w Trzebinii), były karane, rozstrzeliwane, a także poddawano je eksperymentom medycznym.

STERYLIZACJA W AUSCHWITZ I RAVENSBRÜCK

W nazistowskich Niemczech panowało przekonanie, że Niemcy to jedyny naród, który jest przedstawicielem czystej, idealnej, białej rasy, znajdującej się na szczycie hierarchii rasowej. Niemcy uważali się za nadludzi, a całą resztę określali mianem podludzi. W wyniku takiego myślenia powstała idea eliminacji tych drugich, którymi byli w szczególności Żydzi, Romowie, Słowianie i inni nie wpisujący sie w ramy aryjskie. Doprowadziło to do serii działań takich, jak Akcja T4 czy przymusowa sterylizacja/kastracja obywateli niearyjskich. Przywódcy niemieccy uważali, że pozbawienie płodności na masową skalę pomoże w eliminacji niepotrzebnych "elementów" i zapewni jednocześnie tanią siłę roboczą, którą będzie można łatwo kontrolować. W Oświęcimiu odpowiedzialność za przeprowadzone zabiegi sterylizacji ponosił Carl Clauberg i Horst Schumann.

Doktor Carl Clauberg był autorytetem w leczeniu bezpłodności kobiet. Heinrich Himmler zaproponował mu współpracę nad wykryciem możliwie najlepszego sposobu sterylizacji, a więc działania, które miało być przeciwieństwem tego, czym wcześniej zajmował się doktor. W KL Ravensbrück przeprowadzał on sterylizacje na chorych psychicznie Niemkach i dziewczynkach cygańskich w wieku 8-12 lat, a w Auschwitz dziewczęta i kobiety w przedziale wiekowym 13-35 lat[4]. Kobiety wybierano podczas porannego apelu.

Zabiegi Carla Clauberga

Clauberg wykonywał przede wszystkim eksperymenty z użyciem środków chemicznych. Testowanie metody przebiegało pod pozorem badania ginekologicznego i polegało na wprowadzeniu do kobiecych dróg rodnych specjalnie opracowanego środka chemicznego, ale także takich substancji jak formalina lub azotan srebra. Wszystkie te odczynniki wywoływały ostry stan zapalny, wielomiesięczne bóle, uczucie palenia i darcia w brzuchu, wymioty i obfite krwotoczne wydzieliny.  Była więźniarka tak oto wspomina zabieg: Mnie kazał rozebrać się do naga następnie pobrał wymiary kości miednicy. Potem kazano mi się położyć na długim stole, przymocowano a nogi umieszczono w uchwytach, które były na końcu stołu (…) Podczas badania wprowadzono mi do organów rodnych jakimś przyrządem, przy dużym bólu gęstawy płyn. Nie wiem dokładnie co mi wtedy zrobiono, krzyczałam z bólu i przerażenia, nigdy przedtym nie byłam w gabinecie ginekologicznym. Na stole ginekologicznym musiałam leżeć przez kilka minut[5].

Dla wielu kobiet ból był nie do zniesienia. Więźniarki umierały w męczarniach. Po ustąpieniu zapalenia następowało zrośnięcie jajowodów, tym samym zniszczona została funkcja działania jajników[6]. W wyniku tych eksperymentów kobiety szybciej się starzały i młode dziewczyny szybko zaczęły wyglądać jak staruszki[7]. Zabiegi przeprowadzane były brutalnie i często wywoływały ostre komplikacje w postaci zapalenia otrzewnej i krwotoków, które doprowadzały do zgonu więźniarki. Dużą liczbę kobiet uśmiercono, by następnie przeprowadzić sekcję zwłok.

Po badaniu kobiety wracały na blok 30 i przebywały w nim przez kilka dni, w trakcie których lekarze badali im brzuchy, kontrolowali drogi rodne, mierzyli temperaturę i wykonywali zdjęcia rentgenowskie. Po zwolnieniu ze szpitala dostawały zalecenie, by po miesiącu zgłosić się ponownie do doktora Clauberga. Kolejnym etapem było sprawdzenie efektywności zabiegu za pomocą wprowadzenia do macicy płynu kontrastowego i naświetlania promieniami rentgenowskimi[8].

Zabiegi Horsta Schumanna

Horst Schumann prowadził doświadczenia niechirurgiczne nad sterylizacją w Auschwitz w okresie od kwietnia do października 1943 r.[9] W 1945 r. przybył do Ravensbrück. Zajmował się eksperymentami z wykorzystaniem promieni rentgenowskich. Badania polegały na naświetlaniu okolic jajników. Eksperymenty z udziałem rentgena odbywały się w Brzezince, zaś zabiegi operacyjne w obozie centralnym[10]. Schumann operował dziewczęta w wieku od 15 do 19 lat oraz chłopców i młodych mężczyzn w wieku od 18 do 28 lat, w 90% byli to greccy Żydzi i Żydówki[11]. Pacjentki rozbierały się do naga, po czym prowadzono do pracowni, gdzie ustawiano je pomiędzy aparaturą. Aparaturę rentgenowską stanowiły dwa słupy wyprodukowane przez firmę Siemens; pomiędzy nimi ustawiony był stołek, na którym stała osoba poddawana doświadczeniu. Urządzenie naświetlające było ruchome, więc można było przesuwać je na dogodną wysokość[12]. Sprzęt był uruchamiany przez Schumanna ze specjalnej kabiny obitej grubą blachą ołowianą[13]. Wewnątrz pomieszczenia był pulpit sterowniczy[14]. Odległość między kabiną a aparaturą wynosiła 3-4 metry. Początkowo naświetlanie trwało kilkanaście minut, jednak z czasem uległo skróceniu do 5 minut. Według Kazimierza Szwemberga, który zakładał instalację świetlną w aparatach rentgenowskich, czas przeznaczony na sterylizację skrócono w późniejszym okresie do poniżej minuty[15]. Kazimiera Topór, która była sprzątaczką w baraku 30 stwierdziła, że liczba osób, która była dopuszczona do tych doświadczeń, mogła wynosić max. 50 osób w danym dniu[16]. W przypadku chłopców i mężczyzn zabieg naświetlania promieniami rentgena wyglądał podobnie jak u kobiet. Do baraku byli oni przyprowadzani przez blokowego Wołodię[17]. Naświetlania przeprowadzano na dwa sposoby: częściowy i całkowity. Do naświetlania częściowego używano ołowianych płytek do osłony, których z kolei nie stosowano w przypadku naświetlania całościowego. Podczas procesu we Frankfurcie nad Menem były lekarz więźniów Aron Bejlin zeznał: W szpitalu więźniarskim w obozie dla Cyganów było czterdziestu chłopców greckich z oparzeniami w okolicy genitaliów[18].

Pacjenci, poddani niewielkiemu promieniowaniu, mieli objawy oparzeń I stopnia. Ci, których poddano masywnemu napromieniowywaniu, cierpieli na silne oparzenia, powodujące powstanie otwartych, głębokich i trudno gojących się ran. Bardzo częstą reakcją na doświadczenie były nudności, wymioty, rany oparzeniowe powierzchowne, zapalenie otrzewnej, sączące egzemy skórne, zrosty i ogromny ból, który temu towarzyszył. Jednak nawet w takich przypadkach ofiary koniecznie musiały wrócić do pracy. Jeśli nie były w stanie pracować, wówczas zostały skazywane na komorę gazową. Duża liczba więźniów umierała wskutek tego doświadczenia.

Kontrola pooperacyjna

Kontrola pooperacyjna kobiet polegała na tym, że wycinano w jednej serii jeden jajnik, w kolejnej drugi[19]. Analogiczną operację wykonywano u mężczyzn: u niektórych wycinano jedno jądro, u niektórych oba, a w kilku przypadkach jedynie fragment. Przesyłki z wyciętymi jajnikami kierowano do Hamburga na badanie mikroskopowe. Same operacje trwały krótko i wykonywano je w niesterylnych warunkach co doprowadzało do śmierci więźniów.

Finalnie u kobiet występowały takie objawy jak: brak miesiączki, tycie, nadmierne owłosienie, pocenie się, zmiany psychiczne, częstomocz, nerwobóle, pobudliwość[20]. Część pacjentek nadal bardzo cierpiała, gdyż jama brzuszna pozostawała otwarta - w wyniku wykrwawienia bądź zakażenia więźniarki umierały.

Zabiegi Władysława Deringa

Latem 1940 r. przybył do KL Auschwitz Władysław Dering i otrzymał numer obozowy 1723.  W sierpniu 1943 r. podjął pracę jako lekarz obozowy, a z czasem stał się lekarzem naczelnym. Był także asystentem Carla Clauberga i Horsta Schumanna. Operacje przeprowadzał w znieczuleniu. Doktor Alina Brewda, z zawodu ginekolog, a od września 1943 r. więźniarka Auschwitz, wspomniała w swych zeznaniach, że Dering chwalił się jej, że przeprowadził w obozie 17 tys. operacji, z czego aż 16,5 tys. było operacjami czysto eksperymentalnymi, wykonywanymi głównie na zlecenie SS-manów. Operacjom Deringa często przypatrywał się Schumann, który wraz z nim bawił się w bicie rekordów - Dering przyjął zakład, że zoperuje 12 dziewcząt w 1,5 godziny. Poza tym chełpił się, że w ciągu 2 godzin potrafi przeprowadzić operacje usunięcia 60 jąder. W wyniku seryjnej operacji, której poddał owe dwanaście dziewcząt, jedna z nich zmarła wskutek krwotoku wewnętrznego, druga - z powodu ostrego zapalenia otrzewnej[21].

DOŚWIADCZENIA NAD REGENERACJĄ KOŚCI, MIĘŚNI, NERWÓW ORAZ TRANSPLANTACJA KOŚCI – RAVENSBRÜCK

Eksperymenty biologiczne w obozie Ravensbrück rozpoczęto w sierpniu 1942 r. Trwały one do marca 1943 r., po czym zostały wznowione 16 sierpnia 1943r.[22] Prowadzone były na siedemdziesięciu czterech więźniarkach politycznych z wyrokami śmierci, w wieku od 16 do 48 lat, z których większość była polskiego pochodzenia. Kobiety nazywano w obozie “królikami doświadczalnymi”. Wszystkie operacje doświadczalne były przeprowadzane pod kierownictwem prof. Karla Gebhardta przy współpracy niemieckich lekarzy obozowych: dr Herty Oberheuser, dr Rolfa Rosenthala i dr Gerharda Schiedlausky[23].

Pierwszy rodzaj doświadczeń polegał na celowym wywoływaniu zakażenia. Zakażenie otwartej rany miało na celu obserwację zmian, które w niej zachodziły oraz oddziaływanie procesu gojenia na drobnoustroje. Następnie rany poddawano leczeniu sulfonamidami. Naczynia krwionośne podwiązywano i tamowano obieg krwi, by odtworzyć warunki sanitarne panujące na polu walki. Z tego samego powodu wprowadzano do ran szkło, drzazgi, tkaniny i bakterie[24]. Zabiegi prowadziły do zapalenia i wywoływały ropień, występowało też ogólne zakażenie. Wszystkie zakażone więźniarki bardzo cierpiały i były w stanie ciężkim.         

Drugim typem eksperymentów były tzw. operacje czyste, które dzieliły się na trzy podgrupy: kostne, mięśniowe i nerwowe[24]. Przeprowadzano trzy rodzaje operacji kostnych: łamanie kości, transplantacja i rozłupywanie.

Operacja łamania kości trwała do około trzech godzin. Najczęściej łamano kości podudzia. Następnie składano je przy pomocy klamer, rany zaszywano i kończynę gipsowano. Po kilku dniach gips zdejmowano i pozostawiano kończynę bez gipsu aż do wyleczenia[25]. Operacje przeszczepiania kości polegały na transplatacji całych kończyn pomiędzy więźniami, zastępowaniu kości piszczelowych innymi kośćmi i przeszczepieniu kości z jednej nogi do drugiej[26].

Operacje rozłupywania miały na celu zbadanie regeneracji tkanki kostnej. Polegały na tym, że podczas pierwszej operacji nacinano w kości piszczelowej w dwóch miejscach na obu podudziach prostokąt wielkości 2 x 5 cm, a podczas drugiej operacji wycinano i usuwano części kości z wiórem kostnym. Operacje kostne zostały przeprowadzone u 15 więźniarek, przy czym każda z nich była operowana po kilka razy[27]. Operacje mięśniowe polegały na wycinaniu części mięśni z uda i podudzia. Przy kolejnych operacjach wycinano następne fragmenty mięśni z tego samego miejsca, powodując coraz większe ubytki i coraz większe osłabienie kończyn[28]. Operacji nerwowych wykonano najmniej, a polegały one na wycinaniu części nerwów na podudziu. Operacje mięśniowe i nerwowe miały na celu badanie regeneracji tkanek. Los ofiar operacji nikogo później nie interesował, a stan zdrowia okaleczonych więźniarek, ich cierpienia przestały odgrywać jakąkolwiek rolę dla lekarzy po ukończeniu doświadczeń. Dnia 15 sierpnia 1943 r. spośród dziesięciu zabranych do bunkra więźniarek pięć zoperowano tak, jak stały: w brudnych sukniach, bez sali operacyjnej, bez pielęgniarek. To były ostatnie operacje w obozie Ravensbrück, wykonane siłą z pomocą SS-manów, na więźniarkach z zakneblowanymi ustami[29]. Dla większości królików eksperymenty zakończyły się trwałym kalectwem. Proces zapalny w kościach powodował powstawanie przetok, a to z kolei prowadziło do otwierania się ran nawet kilka miesięcy po operacji[30].

Nastoletnie więźniarki poddane eksperymentom w Ravensbrück:

Janina Iwańska (numer obozowy 7711). Urodziła się 12 kwietnia 1925 r. w Dąbrowie Górniczej. Przewieziona wraz z siostrą Krystyną Iwańską (numer obozowy 7710) do obozu w Ravensbrück 23 września 1941. Poddana doświadczeniom sulfonamidowym 14 sierpnia 1942 r., poza tym złamano jej nogi i usunięto kawałek piszczeli[31]. Wraz z innymi więźniarkami zawiadamiała rodziny m.in.: o operacjach doświadczalnych podając listy operowanych kobiet, daty zabiegów, nazwiska lekarzy[32]. W lutym 1945 udało jej się uciec. Zmarła 29 sierpnia 1983 r.

Barbara Pietrzyk (numer obozowy 7818). Do obozu w Ravensbrück przybyła z Pawiaka 23 września 1941 r. Została zoperowana doświadczalnie 3 listopada 1942 r., mając 16 lat, a następne operacje odbyły się 14 listopada 1942, 17 listopada 1942, 28 stycznia 1943, 15 września 1943 r. Podczas pierwszej operacji wykonano po dwa nacięcia na prawym i lewym podudziu, kończyny zagipsowano i nie zdejmowano gipsu, poza tym usunięto jej fragmenty obu kości goleniowych[33]. Ponownie zaczęła chodzić w połowie 1943 r. Na nogach miała blizny długości 10 cm i 11 cm, a oprócz tego miała niedowład lewej nogi. Zmarła 25 maja 1947 r.           

Weronika Szuksztul-Gołębiowska (numer obozowy 7819). Urodziła się 8 marca 1926 r. w Bojarach. Przywieziona do obozu w Ravensbruck 23 września 1941 r. W obozie poddana była operacji zakaźnej z jednym cięciem na łydce - 30 września 1942 r. Zmarła w 2003 r.

Stanisława Śledziejowska-Osiczko (numer obozowy 7712). Urodziła się 17 listopada 1924 r. w Toruniu. Aresztowana została przez gestapo w lutym 1941 r. 21 września 1941 r. wysłano ją do obozu w Ravensbrück. Operowana doświadczalnie 30 października 1942 r.: Po dwóch czy trzech dniach zabierają mnie i zdejmują gips. Zobaczyłam ogromną ranę. Ropa się leje i takie robaki. A ona: Ooo, Kakerlaken (karaluchy)! I ja się rozpłakałam. Śledź ist fein – nie jest tak źle. (…) Była bardzo zadowolona, że się operacja udała. To była jedna wielka rana, udo całe otwarte, dziura taka, że wejdzie cała ręka, ropa się leje, krew się leje.(…) Krew to pół biedy, ale jak zobaczyłam te robaki, to się przeraziłam.(…) Powiedziałam, że nie ma ona Boga w sercu – zaczęła się tylko śmiać[34].

Wieźniarka została ewakuowana 27 kwietnia 1945 r. w kierunku Lubeki, gdzie doczekała wyzwolenia. Po badaniach lekarskich w 1958 r. na Akademii Medycznej w Warszawie była na leczeniu w Stanach Zjednoczonych. Później otrzymała rentę specjalną. Mieszka w Jarosławiu.

KURT HEISSMEYER - DZIECIOBÓJCA Z NEUENGAMME

Jak pokazywały niemieckie statystyki, w Polsce pięć razy więcej obywateli niż w Niemczech chorowało na gruźlicę. Stało się to pretekstem do naukowej eksterminacji polskich obywateli. Artur Greiser wysłał do Heinricha Himmlera list, w którym proponował, by wytępić w Kraju Warty przypadki gruźlicy, gdyż: Niemcy zakażają się w sposób przerażająco narastający (…) z coraz większym niepokojem melduję niebezpieczeństwo zakażenia wśród niemieckich dzieci. Cały szereg osób na kierowniczych stanowiskach, szczególnie z policji, zakaziło się w ostatnim czasie, a przez to, na skutek konieczności ich leczenia, wyłączonych zostaje ze spraw wojskowych. Na skutek pilności tej sprawy proszę o akceptację, by można było poczynić przygotowania kolejnej akcji w stosunku do Polaków objętych otwartą gruźlicą[35].

Dr Kurt Heissmeyer był specjalistą w zakresie chorób wewnętrznych i płucnych. Przeprowadzał habilitację na temat zwalczania gruźlicy na drodze zwiększania potencjału immunizacyjnego poprzez dodatkowe zakażenie chorych gruźlicą. W związku z ową habilitacją uzyskał zgodę na prowadzenie badań w obozach, głównie w Neuengamme.

Swoje ściśle tajne eksperymenty rozpoczął na dorosłych, którym nie zdradził niczego na temat charakteru tych badań, gdyż jak uznał: nie było to potrzebne, skoro więźniowie obozów koncentracyjnych byli wyjęci spod prawa[36].

Efektem doświadczenia było pogorszenie się stanu zdrowia wszystkich więźniów. Heissmeyer oświadczył w trakcie rozprawy sądowej po wojnie, że przerwał eksperymenty i zażądał, aby przysłać do niego dzieci, na których chciał zastosować taką samą surowicę jak w przypadku osób dorosłych. Heissmeyer tłumaczył, że chciał przeprowadzić badania, które miały uodpornić dzieci bądź stwierdzić już nabytą odporność. W listopadzie 1944 r. przywieziono do Neuengamme dzieci z Oświęcimia. Było ich 20: 10 chłopców i 10 dziewczynek w wieku od 6 do 12 lat. Dzieci były pochodzenia żydowskiego, jednakże różnych narodowości[37]

Przebieg eksperymentu

Heissmeyer zastosował wcierki podskórne hodowli prątków gruźliczych w okolicy mięśnia piersiowego. Efektem była wysoka gorączka, zaczerwienienie i obrzęk w miejscu wcierki. Tydzień po zabiegu wycinano dzieciom jeden z węzłów limfatycznych i wysyłano w jałowej probówce do Berlina. Po kilku tygodniach dzieci poddano operacji w znieczuleniu miejscowym i wykonano kilkucentymetrowe nacięcia skóry pod pachą, by usunąć węzły chłonne, po czym umieszczano je w formalinie i wyhodowano na nich szczepy gruźlicze. Ze szczepów przygotowywano zawiesinę, która ponownie była podana dzieciom w formie zastrzyku; powtarzano go co dwa tygodnie. Reakcja skórna na każdy kolejny zastrzyk była delikatniejsza niż we wcześniejszym wypadku. Prócz tego większość dzieci gorączkowała nawet w piątym miesiącu od dnia zabiegu. W trzecim miesiącu ponad 80% dzieci miało powiększone gruczoły śródpiersiowe, w czwartym - występowały pojedyncze zmiany w płucach, w szóstym - tworzyły się w płucach jamy[38]. Na zdjęciach rentgenologicznych można zauważyć, że u dzieci powstały ogromne owrzodzenia gruźlicze. Ze względu na mocne osłabienie organizmu dzieci trzeba było przynosić na badania[39]. Wskutek zbliżania się aliantów nadszedł z Berlina rozkaz, by przenieść dzieci do podobozu Bullenhuser Damm i zamordować je. Rozkaz wykonano w nocy z 20 na 21 kwietnia 1945 r. w piwnicach szkoły. Dzieciom zaaplikowano morfinę i powieszono na hakach założonych na rury centralnego ogrzewania, a w międzyczasie w innych pomieszczeniach wieszano ich opiekunów oraz 24 Rosjan[40].

Zdaniem Stanisława Sterkowicza eksperymenty Heissmeyera dowiodły, że układ limfatyczny tworzy przez pewien czas zaporę, która uniemożliwia przedostanie się prątków do płuc, a zdrowe płuca nie posiadają swoistej odporności. Heissmeyer zdawał sobie sprawę z tego, że gruźlicy nie można wyleczyć metodami, które stosował i że wobec istniejącej choroby dalsze zakażenie, które przeprowadzał w sposób sztuczny, było szczególnie niebezpieczne. Wywołując stan zapalny, nie stosował on ściśle określonej dawki zarazków, przez co jakiekolwiek próby wyciągania wniosków naukowych były bezwartościowe[41].

SACHSENHAUSEN

Od około 1940 r. zanotowano w Rzeszy szybki wzrost zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby. W następstwie zachorowań na żółtaczkę stan osobowy niektórych kompanii zmniejszał się aż o 60%[42], zlecono zatem służbie zdrowia wykonanie badań w celu wykrycia przyczyn tej choroby oraz skutecznego jej leczenia. Arnold Dohmen był bakteriologiem, chirurgiem, specjalistą chorób wewnętrznych i zajmował się badaniami nad WZW w Berlinie w Instytucie im. Roberta Kocha. Wykonywał próby wyhodowania zarazka poprzez pasażowanie wirusa na zwierzętach i był przekonany, że udało mu się wyizolować wirus odpowiedzialny za żółtaczkę, jednak należało to sprawdzić poprzez eksperymenty medyczne na ludziach. Jako że Arnold Dohmen nie należał do SS, naczelny lekarz SS Ernst Grawitz wysłał list do Heinricha Himmlera z prośbą o wyrażenie zgody na wykonywanie doświadczeń na ośmiu młodych więźniach z obozu Sachsenhausen, skazanych na śmierć i pozostających w  szpitalu więziennym KL Sachsenhausen[43]. Himmler odpowiedział na list pozytywnie, jednak nie do końca zastosowano się do jego zaleceń i zamiast ośmiu więźniów wybrano jedenaścioro polskich dzieci pochodzenia żydowskiego i przywieziono je z KL Auschwitz do KL Sachsenhausen. Pracownik rewiru Bruno Meyer oświadczył, że byli to chłopcy w wieku od 8 do 15 lat. W połowie września 1944 r. Dohmen przybył do obozu Sachsenhausen i początkowo zlecił przeprowadzić badania moczu, krwi oraz zmierzyć dzieciom temperaturę ciała. Po trzech tygodniach: (...) wybrał 4 chłopców i każdemu z nich wstrzyknął około 10 ml preparatu w mięsień naramienny. Po iniekcji u wszystkich wytworzył się w miejscu zastrzyku naciek wielkości pięciomarkówki[44].

Zastrzyki nie były jedynym sposobem wprowadzania materiału zakaźnego do organizmu, drugą metodą było wprowadzenie substancji do przewodu pokarmowego[45] poprzez zgłębnik dwunastniczy[46]. Po kilku dniach Dohmen wybrał jednego chłopca i wykonał u niego punkcję wątroby. Bruno Meyer wspominał zabieg, mówiąc: Saul Hornfeld z bólu zacisnął zęby na swoich małych piąstkach.(...) Spojrzał na mnie oślepiony łzami(...) łzy spływały po policzkach, z których odpłynęła cała krew[47]Z sondy spływała krew, w której pływały fragmenty tkanki. Jak oświadczył Meyer, były to najprawdopodobniej kawałki wątroby. Sonda została wyjęta, a rana opatrzona, zaś: Mały człowiek leżał na sienniku z twarzą zwróconą do ściany i cicho płakał[48].

Niestety wyniki doświadczenia nie są znane. 

W 1996 r. nakręcono film dokumentalny Jedesmal mußte ein Wunder sein – Die Kinder von Sachsenhausen o trzech chłopcach, którzy przeżyli doświadczenia Dohmena.

DACHAU – ELEKTROWSTRZĄSY

Zoolog prof. dr hab. Hans Nachtsheim był autorem kolejnego pomysłu eksperymentów na dzieciach. Prowadził badania nad epilepsją, a dokładniej nad rozróżnieniem padaczki dziedzicznej i niedziedzicznej. Jego zdaniem chorzy na epilepsję dziedziczną łatwiej znoszą sztuczne wywołanie napadów drgawek niż epileptycy cierpiący na niedziedziczną odmianę choroby. Doświadczenie miało zostać przeprowadzone za pomocą aparatu do elektrowstrząsów w Brandenburskim Centrum Eutanazji[49]. Pierwsze badania wykonywał  na królikach, jednak z czasem zaczął poszukiwać dzieci. Nachtsheim współpracował z dr Gerhardem Ruhenstroth - Bauerem z Instytutu Biochemii, który  znalazł dla niego w zakładzie psychiatrycznym Brandenburg - Görden czworo dzieci z padaczką wrodzoną i dwójkę z symptomatyczną. Po wykonaniu doświadczenia Bauer pisał w swoim raporcie, że:

 nie można powiedzieć, że królik i człowiek różnie reagują na podciśnienie, ponieważ badane przez nas dzieci były w wieku 11-13 lat, co w wypadku królików odpowiada wiekowi 5-6 miesięcy. Pięcio- i sześciomiesięczne epileptyczne króliki nie wykazują jednakże w podciśnieniu takiej reaktywności jak zwierzęta dwu- lub trzymiesięczne, które prawie zawsze dostawały napadów. Musielibyśmy móc zbadać pięcio- i sześcioletnie dzieci epileptyczne, co w chwili obecnej jest niemożliwe, bowiem w Görden nie ma takiej grupy wiekowej[50]. 

Na tym eksperymenty zakończyły się. Nachtsheim zasiadał od 1961 r. w radzie ds. odszkodowań wojennych dla ofiar nazizmu. 

 

Wszystkie wyżej wymienione eksperymenty medyczne przeprowadzane były bez jakiejkolwiek zgody dzieci i ich opiekunów. Powodowały one ogromne cierpienie, kalectwo i śmierć, a także poobozową traumę i strach przed lekarzami. Doświadczenia były wykonywane bez skrupułów przez lekarzy i naukowców, zazwyczaj tylko po to, aby uzyskać nowy tytuł. Najbardziej szokuje jednak fakt, że ich przeprowadzanie nie wywołało poważniejszych protestów w środowisku lekarzy, a większość z nich uniknęła jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny.

 

 

Przypisy:

[1] J. Kościuszkowa, Los dzieci w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, „Przegląd Lekarski” nr 1a, 1961,  s. 60.

[2] APMA-B, Zespół Oświadczenia, t. 67, s. 157.

[3] S. Leszczyńska, Raport położnej z Oświęcimia, „Przegląd Lekarski” nr 1, 1965, ss. 105-106.

[4] Tamże.

[5] APMA-B, Oświadczenia t. 54, s.152.

[6] APMA-B, Proces Hössa t. 26 a, s. 60.

[7] APMA-B, Zespół Oświadczenia t. 53, s. 206.

[8] A. Jakubik, Z. Ryn, Eksperymenty pseudomedyczne w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, „Przegląd Lekarski” 30 nr 1, 1973, s. 67.

[9] APMA-B, Proces Hössa t. 17, s. 64.

[10] APMA-B, Zespół Oświadczenia t. 53, s. 205.

[11] APMA-B, Proces Hössa t. 17, s. 64.

[12] APMA-B, Zespół  Oświadczenia t. 36, s. 86.

[13] Tamże, s. 85.

[14] APMA-B, Zespół  Oświadczenia t. 54, s. 172.

[15] APMA-B, Zespół  Oświadczenia t. 36, s. 85.

[16] APMA-B, Zespół Oświadczenia t. 54, s. 172.

[17] Tamże, s. 173.

[18] H. Langbein, Auschwitz przed sądem. Proces we Frankfurcie nad Menem 1963-1965. Dokumentacja, Oświęcim 2011, s. 428.

[19] APMA-B, Zespół Oświadczenia t. 54, s. 170.

[20] APMA-B, Oświadczenia t. 7, s. 1037.

[21] APMA-B, Proces Hössa t. 17, s. 65.

[22] Z. Mączka, Operacje doświadczalne w obozie koncentracyjnym Ravensbrück, Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, tom II, 1947, ss. 123-124.

[23] A. Jakubik, Z. Ryn, Eksperymenty pseudomedyczne w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, „Przegląd Lekarski” 30 nr 1, 1973, s. 66.

[24] Protokół przesłuchania świadka Z. Mączka, sygn. 228/2, Polski Instytut źródłowy w Lund, Stokholm, 10.04.1946, s. 3.

[25] Tamże, s.3.

[26] Z. Mączka, Operacje doświadczalne w obozie koncentracyjnym Ravensbrück, Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, tom II, 1947 ss. 133.

[27] V. Spitz, Doktorzy z piekła rodem. Przerażające świadectwo nazistowskich eksperymentów na ludziach, Zakrzewo 2013, s. 154.

[28] Z. Mączka, Operacje doświadczalne w obozie koncentracyjnym Ravensbrück, Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, tom II, 1947, ss. 126-127.

[29] V. Spitz, dz. cyt., s. 142.

[30] W. Półtawska, Operacje doświadczalne w Ravensbrück, „Przegląd Lekarski” nr 1a, 1963, s. 93.

[31] W. Półtawska, Operacje doświadczalne w obozie koncentracyjnym Ravensbrück, [w:] Okupacja i medycyna. Drugi wybór artykułów z „Przeglądu lekarskiego – Oświęcim” z lat 1961 – 1973, KiW, Warszawa 1975, s. 85.

[32] https://www.newspapers.com/clip/2810736/janina_iwanska_schreiber_photo_used_to/

[33] S. Śledziejowska-Osiczko, Relacja „króla” Stanisława Śledziejowska-Osiczko o pseudomedycznych eksperymentach w Ravensbrück, Biuletyn IPN „pamięć.pl”nr 5(14), 2013, s. 54.

[34] S. Kłodziński, Próby biologicznego wyniszczenia narodu polskiego pod pozorem „walki z gruźlicą” w okresie okupacji hitlerowskiej 1939- 1945 r., „Przegląd Lekarski” nr 1a, 1962, s. 73.

[35] G. Schwarberg, B.Suchowiak, Dzieciobójca. Eksperymenty lekarza SS z Neuengamme, Warszawa 1987, s. 36-37.

[36] APMA-B. Wspomnienia, t. 232, s. 60.

[37] S. Kłodziński, Zbrodnicze eksperymenty z zakresu gruźlicy dokonywane w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej, „Przegląd Lekarski” nr 1a, 1962, s. 78.

[38] S. Kłodziński, Zbrodnicze doświadczenia z zakresu gruźlicy w Neuengamme. Działalność Kurta Heissmeyera, „Przegląd Lekarski” nr 1, 1969, s. 86-88.

[39] S. Sterkowicz, Pseudomedyczne eksperymenty w obozie Neuengamme, „Przegląd Lekarski” nr 1, 1977, ss. 133-137.

[40] S. Sterkowicz, Zbrodnicze eksperymenty medyczne w obozach koncentracyjnych Trzeciej Rzeszy, Warszawa 1981, s. 67.

[41] Tamże s. 77.

[42] M. Zirlewagen, Biographisches Lexikon der Vereine Deutscher Studenten: Band 1 – Mitglieder A-L, 2014, s. 177.

[43] A. Mitscherlich, F. Mielke, Nieludzka medycyna, Warszawa 1963, ss. 122-123.

[44] S.Sterkowicz, dz. cyt., s. 79.

[45] A. Jakubik, Z. Ryn, dz. cyt., s. 70.

[46] C. Sachse, Die Verbindung nach Auschwitz. Biowissenschaften und Menschenversuche an Kaiser-Wilhelm-Instituten. Dokumentation eines Symposiums, Göttingen 2003, s. 96.

[47] E. Klee, Auschwitz medycyna III Rzeszy i jej ofiary, Kraków 1977, s. 259.

[48] Tamże, s. 259.

[49] J. Maienschein, M. Ruse, Biology and the Foundations of Ethics, Wielka Brytania 1999, s.269.

[50] E. Klee, dz. cyt., ss. 221-222.

Dodatkowo w artykule znajdują się fragmenty publikacji Katarzyny Okoniewskiej Zbrodniczy medycy. Lekarze z Auschwitz.

Ikona zdjęcia pochodzi ze strony http://auschwitz.org/historia/los-dzieci/.

Komentarze

securimage