Katarzyna Okoniewska (KatarzynaOkoniewska)
Dodano: 2018-06-18 13:09:48

FRANZ STANGL - banalne zło.

1908-03-26 - 1971-06-28

Kim był Franz Stangl?

Franz Stangl urodził się 26 marca 1908 r. w austriackim miasteczku Altmünster. W wieku 18 lat zdał egzaminy i został najmłodszym mistrzem tkackim w Austrii. W warsztacie pracował przez dwa lata, a dodatkowo udzielał lekcji gry na cytrze. W 1931 r. wstąpił do austriackiej policji. W 1935 r. został przeniesiony do sekcji politycznej Urzędu Śledczego, który znajdował się w Wels, niedaleko Linzu. W tym samym roku ożenił się z Teresą Eidenböck (ur. 1907 r.), która ukończyła szkołę dla pracowników socjalnych. Od listopada 1940 r. Stangl zajmował się procesem zorganizowanego uśmiercania umysłowo chorych i inwalidów (Akcja T4) w zamku Hartheim. W okresie od marca do września 1942 r. pełnił funkcję komendanta Sobiboru. Następnie został przeniesiony do Treblinki, gdzie pełnił pieczę nad obozem aż do sierpnia 1943 r. Stangl otrzymał Żelazny Krzyż za wyjątkowe zasługi dla Rzeszy i order za niedogodności natury psychologicznej.

Franz Stangl.jpg

Stosunki Stangla z rodziną

Teresa wspominając Stangla z czasów młodości podkreślała, że podobały jej się jego wygląd i maniery, czuła do niego podziw, ponieważ zawsze dużo wysiłku wkładał w swoją pracę. Szybko się w nim zakochała, choć czuła też do niego współczucie, bowiem Stangl miał ciężkie dzieciństwo: czuł się samotny, miał despotycznego ojca, a gdy matka ponownie wyszła za mąż był zazdrosny o swojego przyrodniego brata Wolfganga. Mieszkanie z Teresą nostalgicznie określał jako swój pierwszy prawdziwy dom.

Renate Stangl, młodsza z dwóch córek mówiła o nim, że był najlepszym ojcem i przyjacielem, jakiego można mieć. Podkreślała, że zawsze był dla niej ogromnym wsparciem i zawsze ją rozumiał. Mówiła, że był z nią w najgorszych chwilach jej życia i wyciągał pomocną rękę zawsze wtedy, kiedy wydawało jej się, że wszystko się zawaliło:

Pamiętaj, zawsze pamiętaj- powiedział do mnie pewnego razu- jeżeli będziesz potrzebowała pomocy, to nie ma rzeczy, której bym dla Ciebie nie zrobił. Ja też bym wszystko zrobiła dla niego. Kocham go i zawsze będę kochała[1].

Relacje Stangla z rodziną podczas komendatury i procesu

Stangl komentując swój pobyt w obozach, powiedział swojej rodzinie, że mimo tego, że w obozie jest najwyższy rangą, to nie ma nic wspólnego z zabijaniem ludzi, jego praca ma charakter czysto administracyjny, a on sam zajmuje się jedynie budową i nadzorem prac, co sprawia mu radość. Gdy Stangl został komendantem w Treblince, Teresa zauważyła, że praca źle na niego wpływa:

Od czasu do czasu widziałam innego człowieka, kogoś z całkowicie zmienioną twarzą, kogoś obcego. Twarzą czerwoną, nabrzmiałą, z widocznymi żyłami, grubiańską. On nigdy przedtem nie był grubiański, ani wulgarny, był zawsze kochający i delikatny. Pytałam go: Paul, dlaczego wciąż tam jesteś? Mówiłeś tyle razy, że to załatwisz, że dostaniesz przeniesienie. Paul, boję się o ciebie. Boję się o twoją duszę. Musisz stamtąd odejść. Jeśli trzeba, uciekaj. Pójdziemy za tobą, wszędzie. Jak? - zapytał. Złapią mnie. To byłby koniec dla nas wszystkich. Wpadł w wielki gniew, choć to do niego zupełnie niepodobne: Czy tak ma wyglądać mój urlop?  - krzyczał. Czy nie przestaniesz mnie w końcu gnębić?[2].

Pani Stangl, mimo wątpliwości i chwilowego kryzysu małżeńskiego, pozostała wraz ze swoimi córkami przy nim, a także pomogła mu po zakończeniu wojny w ucieczce i podążyła za nim do Syrii, a następnie do Brazylii.

Stangl bardzo obawiał się podczas procesu, że straci lojalność i miłość swojej rodziny. Był świadomy awersji żony do tego, co uczynił. Stangl zdecydował się na rozmowę z Gittą Sereny dopiero, gdy pogodził się z faktem, że żona wszystko wie, i że nawet gdyby wyszedł z  więzienia to dalsze życie z rodziną byłoby niemożliwe. Sereny zapytała go, jak udało mu się znieść pobyt w Treblince i co trzymało go tam przy życiu, na co odpowiedział:

„Nie wiem. Może moja żona. Moja miłość do niej.”[3]

Teresa, po śmierci męża, zawsze z oburzeniem reagowała na krytykę wobec niego, mówiąc że był porządnym i przyzwoitym człowiekiem, wykonującym swoje obowiązki[4].

Czasy Sobiboru

W marcu 1942 r. Stangl został komendantem Sobiboru, a funkcję pełnił do września tego samego roku. Z racji noszenia charakterystycznego stroju: białej bluzy, bryczesów i płaszcza, zyskał przydomek „Biała Śmierć”. Na pytanie: Jak pan mógł chodzić do obozu w takim stroju? Stangl odpowiedział krótko: było gorąco[5]. Przy sobie zawsze miał szpicrutę. Gdy pojawiał się w okolicy, wszyscy (łącznie z załogą) pracowali lepiej i szybciej.

Commandants_View_1_0.jpg

Jak więźniowie Sobiboru zapamiętali Stangla?

Stanisław Szmajzner w taki sposób wspominał przybycie do Sobiboru: Stangla zapamiętałem najlepiej, ponieważ miał na sobie białą bluzę- wyróżniał się tym. Strzelał. Trudno mi powiedzieć czy kogoś zabił. (…) Chodziło o to, by zmusić nas do biegu w jednym kierunku, przez bramę i dalej przez coś w rodzaju korytarza, który prowadził do następnego placu[6].

[Stangl]ubrany był porządnie i wyglądał na człowieka wyniosłego, lecz wejrzenie miał miłe, głos miękki, dobre maniery i był bardzo grzeczny. Robił wrażenie młodego profesora uniwersytetu[7].

[Stangl] Był za to bardzo wyniosły. Widać było, że zarówno praca, jak i stanowisko sprawiają mu dużą satysfakcję. Nikt nie pokazywał tego w takim stopniu jak Stangl. Na jego twarzy malował się zawsze charakterystyczny uśmiech… był to uśmiech człowieka szczęśliwego.[8]

W ciągu pierwszych dwóch miesięcy komendatury Stangla uśmiercono w Sobiborze ok. 100 000 ludzi[9]. Zyskał on wówczas opinię sprawnego organizatora, dzięki czemu powierzono mu kierowanie obozem w Treblince, ponieważ proces eksterminacji uległ tam załamaniu z powodu niekompetencji komendanta Irmifrieda Eberla.

Czasy Treblinki

Irmifried Eberl został zwolniony w sierpniu 1942 r. za nieudolność i bałagan. Ciała Żydów leżały wszędzie, nawet wzdłuż torów prowadzących do Treblinki. Stangl uznał to za haniebne i postawił sobie za punkt honoru uczynienie z Treblinki efektywnej machiny do zabijania. Natychmiastowo wstrzymał transporty i kazał żydowskim robotnikom pogrzebać ciała zagazowanych więźniów. Postanowił wybudować nowe komory gazowe, które mogły pomieścić do 3 tysięcy ludzi i usprawnił całą organizację obozu, dzięki czemu proces eksterminacji mógł przebiegać bez zakłóceń. Stangl szybko doprowadził obóz do porządku. Na Boże Narodzenie 1942 r. zarządził budowę fikcyjnej stacji kolejowej. Zawieszono zegar z namalowanymi cyframi i wskazówkami, ustawiono kasy biletowe, różne rozkłady jazdy i strzałki oznaczające połączenia kolejowe. Stacja kolejowa miała dać wrażenie przybywającym transportom, że pociąg dojechał do prawdziwego obozu przejściowego. Wychodząc ze stacji więźniowie słyszeli muzykę – była to orkiestra pod batutą Artura Golda. Stangl dowodził z pomocą szczególnie brutalnego pomocnika SS-Hauptsturmführera Kurta Franza, którego żydowscy robotnicy nazywali Lalką, ze względu na jego próżność i urodę. Franz przyglądał się jak Żydzi uprawiają boks i lubił, gdy jego pies Bari rzucał się na nich [pies początkowo był zupełnie nieszkodliwy, jednak został przeszkolony w atakowaniu ludzi, a szczególnie okolic przyrodzenia], lubił patrzeć na zwierzęta, więc kazał wybudować zoo. Stangl mógł mieć wpływ nie tylko na Lalkę, ale także na zachowanie pozostałej części załogi, która była bardzo brutalna wobec więźniów, jednak nic nie zrobił w tym kierunku. Całą uwagę skupił na paleniu zwłok. Tam wszystko musiało być dopilnowane, gdyż od tego zależała cała organizacja życia obozowego. Jego ambicją było, by obóz działał jak dobrze nakręcony mechanizm zegarka. Przez więźniów w Treblince nazywany był „Napoleonem”, ponieważ często stawał na ziemnym wale rozdzielającym obóz i stamtąd nadzorował wszystkie prace. Został wyróżniony oficjalną pochwałą, jako najlepszy komendant obozu w Polsce, a jego skuteczność przyniosła mu awans do stopnia SS-Hauptsturmführera. Stangl był obecny przy chłostach i wieszaniu. W czasie jego komendatury powieszono w Treblince co najmniej siedem osób.

„Napoleon” przyznał podczas rozmowy z Gittą Sereny, że z czasem przywykł do likwidacji ludzi, a  przybywające grupy zaczął odbierać jako ładunek:

Myślę, że to zaczęło się wtedy, gdy po raz pierwszy zobaczyłem Totenlager w Treblince. Przypominam sobie Wirtha[10], który stał nad dołami pełnymi czarnosinych zwłok. To nie miało nic wspólnego z rodzajem ludzkim. To była masa gnijącego mięsa. Wirth zapytał: I co mamy zrobić z tą furą odpadków?” Myślę, że wtedy, bezwiednie, zacząłem myśleć o nich jak o ładunku.”[11]

Przyznał też, że grupy dzieci przybywających do Treblinki, traktował jako jedną, wielką masę, nie postrzegał ich jako osoby. Nieraz obserwował świeżo przybyłe transporty oraz nagich, stłoczonych ludzi, popędzanych biczami i jako komendant nie mógł tego zaniechać, ponieważ:

„Taki był system. Wymyślił go Wirth. System działał, a ponieważ działał, był nieodwracalny.”[12]

W momencie, gdy przyszedł rozkaz, aby nikogo nie bić i nie torturować, wówczas Stangl skomentował to w taki sposób:

„To jest niemożliwe. Niemniej jednak, kiedy przyjadą tu te szychy z Berlina, musicie pochować pejcze.”[13]

Po powstaniu 2 sierpnia 1943 r.[14], które doprowadziło do całkiem sporych zniszczeń (nie powiodło się zniszczenie komór gazowych i nie przerwano linii telefonicznej, a największy atak przeprowadzono na bramę główną, którą sforsowano po ciężkich stratach), Stangl zamierzał wysłać żydowskich robotników do pracy poza terenem obozu, na torfowiskach. Nowe roboty miały się rozpocząć 3 sierpnia, w dzień po buncie. Komendant chciał odbudować Treblinkę, jeszcze piękniejszą niż kiedykolwiek przedtem, zamierzał wznieść murowane domy dla robotników żydowskich. Zgromadził już potrzebne materiały, gdy przyszedł rozkaz całkowitego zatarcia śladów po obozie i decyzja o nowych przydziałach dla załogi[15]. Stangl został przeniesiony do północnych Włoch, gdzie miał pomóc zorganizować kampanię przeciwko partyzantom jugosłowiańskim.

Proces

Po zakończeniu wojny Stangl wrócił do Austrii, gdzie szybko został aresztowany przez Amerykanów i umieszczony w obozie internowania w Glasenbach (okolice Salzburga):

Mieszkałem z dwoma tysiącami osób w baraku XVI. Od lipca 1945 roku do maja 1946 roku spaliśmy na podłodze, nie było ani pryczy, ani koców. W maju pozwolono nam zrobić prycze z desek i na nich się kładliśmy. Zimą 1946 roku skleciliśmy coś w rodzaju skrzyń do spania, na wiosnę 1947 roku udało nam się postawić piec, a potem było już znacznie lepiej – otrzymaliśmy prycze, koce i pozwolenie na paczki…[16]

Powód internowania był bardzo prosty: Stangl był członkiem SS. Na tym etapie jego zbrodnie nie zostały jeszcze odkryte. Mniej więcej na jesień 1947 r. został przekazany Austriakom i znalazł się w więzieniu w Linzu. 30 maja 1948 r. uciekł stamtąd i udał się do biskupa Hudala, który pomagał zbrodniarzom wojennym dostać się do Ameryki Południowej. Stangl otrzymał od niego kwaterę, pieniądze oraz paszport wystawiony przez Czerwony Krzyż na nazwisko Paul F. Stangl. Hudal załatwił mu także wizę wyjazdową do Syrii i prace w warsztacie tkackim w Damaszku. W 1951 r. Stangl wraz z rodziną wyemigrował do Brazylii.

stangl2.jpgTheresa Eidenböck Stangl.jpg

Kilkanaście lat później Szymon Wiesenthal otrzymał od tajemniczego gestapowca namiar na Stangla[17], który pracował pod zmienionym nazwiskiem w zakładach Volkswagena w Sao Paolo, w Brazylii. 28 lutego 1967 r. trzej funkcjonariusze brazylijskiej policji i fotoreporter udali się do szpitala w Sao Paulo i nakłonili jedną z pielęgniarek, by zadzwoniła do zakładów Volkswagena i poprosiła o jak najszybsze przybycie Stangla do szpitala, gdzie miała znajdować się jego córka po „wypadku samochodowym”[18]. Wiadomość nadano poprzez radiowęzeł fabryczny i gdy Stangl przybył pod szpital, natychmiastowo został aresztowany, a zdjęcia z tego wydarzenia obiegły cały świat. Pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej i w wyniku zaangażowania się senatora Stanów Zjednoczonych Roberta Kennedy’ego, Brazylia zgodziła się na jego ekstradycję.Poniżej fotografia przedstawiająca ekstradycję Stangla z Brazylii.

ekstradycja z Brazylii do Niemiec.jpg

Proces trwał od 13 maja do 22 grudnia 1970 r. Franz Stangl zeznał, że bywały dni, gdy dostarczano mu jednorazowo do zgładzenia 18 tysięcy osób. Był zobowiązany wysłać wszystkie puste wagony z powrotem, wobec tego nie pozostawało mu nic innego, jak zabijać tych ludzi, ponieważ brakowało miejsca dla ich rozmieszczenia[19]. Potwierdził też dane mówiące, że podczas czternastogodzinnego dnia pracy obozu, mordowano przeciętnie 10-15 tys. osób[20]. Bronił się mówiąc, że „wykonywał jedynie swój obowiązek”. Stanglowi udowodniono winę za śmierć przynajmniej 900 000 osób. Wyrokiem sądu 22 grudnia 1970 r. został skazany na dożywotnie więzienie. Pół roku później 28 czerwca 1971 r. zmarł w więzieniu na zawał serca.

FRANZ STANGL PROZESS.jpg

Szymon Wiesenthal skomentował zatrzymanie Stangla mówiąc, że skazanie go było nie mniej ważne niż skazanie Eichmanna przez Izraelczyków, a proces odegrał w Niemczech Zachodnich rolę najważniejszego procesu kryminalnego stulecia.

Stangl został określony przez niemiecką prasę, jako człowiek będący typem zła, które wydaje się banalne[21].

 

Bibliografia:

[1] Sereny G., W stronę ciemności. Rozmowy z komendantem Treblinki, Warszawa 2002, s. 301.

[2] Tamże, ss. 204-205.

[3] Tamże, s. 182.

[4] S. Wiesenthal, Prawo, nie zemsta. Wspomnienia, Kraków 2010, s. 126.

[5] Sereny G., W stronę ciemności. Rozmowy z komendantem Treblinki, Warszawa 2002, ss.102-103.

[6] Tamże, s. 106.

[7] Tamże, s. 109.

[8] Tamże, s. 113.

[9] Tamże, s. 99.

[10] Mechanizm postępowania z deportowanymi do obozu ludźmi i sposób ich uśmiercania opracował Christian Wirth, inspektor obozu w Treblince, Bełżcu i Sobiborze. Przeszkolił on punkt po punkcie załogę, tak by wszystko przebiegało zgodnie z jego planami. Cały sekret polegał na tym, by do ostatniej chwili trzymać w nieświadomości ofiary, a posłuszeństwo wymusić zaskoczeniem, szybkością działania oraz brutalnością.

[11] Tamże, s. 175.

[12] Tamże, s. 175.

[13] Tamże, s. 175.

[14] W dniu powstania w obozie przebywało 840 więźniów, z czego 105 nie wzięło w ogóle udziału w tym zrywie – byli to już psychicznie zmęczeni i zrezygnowani ludzie. Przyjmuje się, że jedynie około 200 osobom udało się wydostać z obozu i ujść obławie.

[15] Tamże, s. 217.

[16] Tamże, s. 230.

[17] Tajemniczy gestapowiec zażyczył sobie w zamian za informację zapłaty w wysokości 1 centa za jednego zamordowanego Żyda. W Treblince zginęło ich ok. 700 tysięcy, więc końcowa kwota opiewała na 7 tysięcy dolarów.

[18] S. Wiesenthal, Prawo, nie zemsta. Wspomnienia, Kraków 2010, s. 119.

[19]http://dzieje.pl/aktualnosci/45-lat-temu-b-komendant-treblinki-franz-stangl-skazany-zostal-na-dozywocie (dostęp 05.06.2018)

[20] J. Rajchmann, Ocalałem z Treblinki. Wspomnienia z lat 1942-1943, Warszawa 2011, s. 36, przyp.6.

[21] https://www.zeit.de/1971/01/der-banale-boese-strangl/seite-3

Komentarze

securimage
Kkkk
Dodano: 2019-11-11 14:26:33

Ileż zła wyrządzili włodarze kościoła. Szkoda, że nie był gościem Trebkinki