Katarzyna Okoniewska (KatarzynaOkoniewska)
Dodano: 2021-05-28 12:44:23

Obóz zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Drugi okres istnienia.

1944-06-23 - 1945-01-18

Słowem wstępu

Pomiędzy pierwszym a drugim okresem istnienia obozu doszło do ogromnych zmian w przebiegu II wojny światowej. Niemcy zaczęli ponosić szereg klęsk militarnych: doszło do kapitulacji wojsk niemieckich pod Stalingradem, rozpoczął się marsz Armii Czerwonej w stronę Berlina, nasiliły się także naloty aliantów na Rzeszę. Po powstaniu w getcie warszawskim Himmler dążył do likwidacji i/lub do przekazania pod kontrolę SS gett i obozów pracy. W lutym 1944 r. Arthur Greiser zgodził się na stopniową likwidację getta łódzkiego pod warunkiem, że utrzyma w nim swoją władzę. Podjęto wówczas decyzję o eksterminacji pozostałej ludności żydowskiej, która nadal w nim przebywała. Wznowiono ją latem 1944 r. w Lasach Rzuchowskich, gdzie wybudowano baraki oraz prowizoryczne krematoria. Pierwszy transport do Kulmhof przybył z getta łódzkiego 23 czerwca 1944 r., przyjechało wówczas 562 więźniów[1].

Drugi okres istnienia Kulmhof

Dowódcą Sonderkommando był Hans Johann Bothmann, a jego zastępcą Walter Piller. Członkowie Sonderkommando w zamian za pracę otrzymywali:

  • maksymalne przydziały żywności,
  • środki czystości,
  • co 10 dni butelkę alkoholu i sto papierosów,
  • co 15 dni wypłacano dodatek specjalny za służbę w obozie; strażnicy otrzymywali 12 DM za dobę, SS-mani, Revierleutnant i Polizeiwachtkommando 15 DM, komendant 18 DM. Bothmann otrzymywał także zapas alkoholu i papierosów w razie wizyty wysokopostawionych gości. Koszt dodatków pokrywały GSV i Urząd Namiestnikowski w Poznaniu[2].

W drugim okresie działalności Kulmhof nie pracowali Polacy.

W związku z tym, że rok wcześniej obóz całkowicie zlikwidowano, pierwszym zadaniem była jego odbudowa. Pierwszym zadaniem Hauskommando było uporządkowanie terenu wokół gruzów pałacu. Robotnicy odnaleźli w gruzach rozkładające się ciała, które mieli załadować na ciężarówkę. Waldkommando przystąpiło do budowy dwóch krematoriów. Ich fundamenty znajdowały się ok. 3,5 m pod ziemią. Zbudowano je z żaroodpornej cegły sprowadzonej z Koła. Rozmiary konstrukcji wynosiły ok. 17 x 17 m. Krematoria miały z obu stron szczeliny wentylacyjne, które doprowadzały powietrze do jamy popielnika. Nie było kominów. Często zdarzało się, że z 30 wysłanych do pracy robotników, wracała zaledwie połowa. Grupę regularnie uzupełniano ludźmi z kolejnych transportów. Zaopatrzeniem zajmował się Rudolf Kramp z Zarządu Getta w Łodzi. Sonderkommando otoczyło teren byłego pałacu płotem z drutu kolczastego, na którym zawieszono tabliczki z trupią czaszką i napisem „pod napięciem”, choć płot tak naprawdę nie był podłączony do prądu. Dodatkowym ogrodzeniem objęto spichlerz, ponieważ właśnie tam gromadzono wszystkie osoby skazane na zagładę. Poddasze spichlerza przeznaczono na warsztat rzemieślniczy, w którym pracowali krawcy i szewcy. Więźniowie szyli ubrania cywilne i mundury dla niemieckiej załogi oraz niemieckich dygnitarzy.

 

spichlerz chełmno.jpg

Fot. 1 Spichlerz. Widok współczesny Źródło: materiał własny autorki tekstu. 

wystawa chełmno.jpg

Fot. 2 Wystawa współczesna w spichlerzu. Pozostałości po mieniu ofiar. Źródło: materiał własny.

wystawa 2.jpg

wystawa 3.jpg

wystawa.jpg

  Fot. 3,4,5 Wystawa współczesna w spichlerzu. Pozostałości po mieniu ofiar. Źródło: materiał własny Katarzyny Smarzyk.

Szymon Srebrnik, który trafił do Chełmna w wieku 13 lat, wspominał:

Zawieźli nas do Chełmna i ulokowali w spichrzu na terenie ogrodu pałacowego. Innych Żydów nie było. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w obozie Sonderkommando. Po godzinie grupę rozdzielono na dwie części. Silniejszych i lepszych robotników wysłano do lasu, tworząc tzw. Waldkommano, słabszych i młodszych, w tej liczbie i mnie, zostawiono na miejscu do pracy w tzw. Hasukommando. Do Waldkommando przydzielono 40 Żydów, reszta była w Hauskommando.  Okuto nas wszytkich w łańcuchy. Łańcuchami były skrępowane nogi w ten sposó, że nie można było stawiać normalnego kroku. (...) Robotnikom dawano 20 deko chleba dziennie, rano kawę i na obiad pół litra zupy. Dopiero po przybyciu pierwszego transportu otrzymaliśmy koce.[3]

O przybyciu do obozu opowiedział także Mieczysław Żurawski:

 Kolejka zatrzymuje się w jakiejś wiosce, na stacji jest napisane Kulmhof, ale nikt nie wie, gdzie tak naprawdę jesteśmy. Znowu słychać: „Wysiadać, wszyscy czwórkami!”. Po drugiej stronie stoi kościół. Tam nas prowadzą. Z mojej partii zatrzymują sześciu silnychmężczyzn, w tym mnie. Nadjeżdża auto i nas zabiera. Wracamy do Koła. Musimy tam powrzucać wszystkie pakunki na samochód. Z ludźmi pozostałymi w Kulmhof już się nie zobaczyliśmy. Potem zajechaliśmy do ogrodu, w którym stały wielkie baraki. Kiedy zeszliśmy z samochodu, zaraz pojawił się ktoś z kajdanami w ręku i założył nam je na stopy. Spoglądamy po sobie pytająco, co tu się dzieje, ale nikt nic nie mówi. Prowadzą nas w kajdanach jak przestępców. Przed nami otwiera się brama, wpuszczają nas do więziennej celi. Ze zmęczenia padamy na ziemię.(...)[4]

Obok spichlerza wybudowano duży barak, w którym składowano rzeczy ofiar. Z getta w Łodzi dostarczono maszynę do darcia tkanin ubrań z najgorszego sortu, które pakowano i wywożono do getta. Po jednej ze stron baraku ustawiono namiot, który służył jako sortownia i skład przedmiotów. Tuż obok namiotu wykopano głęboką jamę, w której palono bezwartościowe rzeczy – fotografie i dokumenty ofiar. W lesie ok. 200 m od drogi powiatowej zbudowano dwa baraki – początkowo pełniły funkcję nieistniejącego pałacu – ofiary rozbierały się w nich, a zaraz potem prowadzono je do samochodu-komory gazowej:

O szóstej następnego dnia: Alles raus! Ustawiają nas dwójkami. Odliczanie. Jest nas stu jeden. Wybiera się sześćdziesięciu i wiezie się nas do lasu w zamkniętych samochodach. Kiedy ruszamy, zaczynamy odmawiać kadisz. Nie wiemy, kto z nas wróci. Błagamy, żeby samochód jak najszybciej się zatrzymał, bo się podusimy. Samochód się zatrzymuje. Ustawiają nas dwójkami i przydzielają do pracy. „Wszystkie figury raus!”. Ale to wcale nie idzie szybko. Zajmuję się ofiarami, tymi, które wczoraj nie przyjechały z nami do obozu. Moją pracą jest wynoszenie zagazowanych ciał z duszegubek. Dziczeję, stajęsię niczym leśna bestia. Słyszę strzały i krzyki, widzę nowe ofiary. Zaciskam zęby. Pracuję jak gdyby nigdy nic. Pytają mnie: „Nie masz już ochoty?”.Mówię: „Mam, panie majster”. Na to on: „Słuchajże tylko, jak już nie będziesz mógł, to powiedz, a potem idź do doktora Lentza”. Doktor Lentz to był ten, który wszystkich rozstrzeliwał. Nie było dnia, żeby nie rozstrzelał kilku pracujących. I tak co dnia. Musiałem wykonywać swoją pracę. Ludzie sami zgłaszali się do rozstrzelania. Szukałem okazji do ucieczki. Niestety co dziesięć metrów stał strażnik znaładowaną bronią. I jeśli tylko ktoś zrobił fałszywy ruch, strzelali. Praca była przerażająca. Zdarzało się, że do pieca wrzucano ludzi żywcem. Ich męka była tak straszna, że nie mogliśmy patrzeć na to cierpienie. Pewnego razu jeden z towarzyszy rozpoznał swoją siostrę, gdy wrzucał ją do ognia. I wtedy doszedł do przekonania, że już nie wytrzyma. Potem dowiedzieliśmy się, że Finkelsztajn uciekł, ale dopadli go, już martwego. Dalej było już tylko gorzej. Pilniej nas strzeżono, co nam przysporzyło wielkich cierpień.[5] – wspominał Mieczysław Żurawski.

Po przyjęciu 10 transportów z ponad 7 tys. Żydów eksterminację przerwano w lipcu 1944 r. Decyzja ta była związana z sytuacją na foncie wschodnim oraz zbliżaniem się wojsk radzieckich do linii Wisły. Pozostałych przy życiu Żydów kierowano od tego momentu do obozu Auschwitz-Birkenau, a likwidację obozu w Chełmnie rozpoczęto już w następnym miesiącu. Na początek zdecydowano, że należy zmniejszyć stan Polizeiwachtkommando. Wybrano zatem 40 wachmanów, których przeniesiono do straży na granicy pomiędzy Krajem Warty a GG. Do stycznia 1945 r. Chełmnie nad Nerem przebywała załoga niemieckiego Sonderkommando wraz z grupą 47 więźniów zmuszanych do porządkowania terenu.

W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. spichlerz stał się miejscem dramatycznych wydarzeń. Budynek został otoczony i oświetlony przez niemieckich żandarmów. Więźniów wyprowadzano piątkami i mordowano strzałem w tył głowy. Pozostali więźniowie zamknięci w spichlerzu, podnieśli bunt i zabili dwóch opraców. Wówczas Niemcy podpalili budynek wraz z osadzonymi w nim Żydami. Ocalały jedynie dwie osoby Szymon Srebrnik i Mieczysław  Żurawski.

Ucieczki

Nie wielu osobom udało się zbiec, ponieważ najważniejszym zadaniem obozu była natychmiastowa eksterminacja. Wszystko działo się bardzo szybko. Mimo to kilka osób zbiegło z obozu.

Pierwszym śmiałkiem był Abram Rój, który trafił do obozu w styczniu 1942 r. Pracował przy kopaniu grobów i grzebaniu ciał. Podjął próbę ucieczki - jak się później okazało - udanej. Po wojnie mieszkał w Berlinie, a następnie wyemigrował z żoną do USA, gdzie zmarł w 1975 r.

Drugim uciekinierem był Szlama Winer. Uciekł przez okno z jadącego do lasu autobusu. Dotarł do Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie został zarejestroway jako Jakub Grojnowski. Następnie trafił do getta w Warszawie, gdzie opowiedział o eksterminacji Żydów. W związku z poszukiwaniami, został wysłany do getta w Zamościu. Zginął w obozie zagłady w Bełżcu w kwietniu 1942 r.

Michał Podchlebnik podjął decyzję o ucieczce, gdy chował ciało swojej żony i dwoja dzieci. Wyskoczył z samochodu ciężarowego podczas przejazdu do lasu. Dotarł do getta w Rzeszowie, a nastepnie ukrywał się w gospodarstwie polskiego chłopa, gdzie doczekał wyzwolenia. W 1949 r. wyjechał do Izraela. W 1961 r. zeznawał w procesie Eichmanna, a w 1962 r. w Bonn/ Zmarł w 1985 r.

Udaną próbę ucieczki podjęli także Jerachmiel Widawski i Icchak Justman w sieprniu 1942 r. Obaj spotkali się w 1955 r. w Tel Awiwie.

Kolejne udane próby należały do wspomnianych w tekście Szymona Srebrnika i Mieczysława Żurawskiego. Pierwszy z nich został postrzelony i ranny, ale mimo to, udało mu się zbiec do pobliskiej wioski, gdzie ukrył się w chlewie. Niemcy zauważyli ucieczkę więźnia i wyruszyli na poszukiwania, obiecując nagrodę pieniężną każdemu, kto go wyda. Srebrnik poprosił o pomoc znanego rolnika, ten jednak bał się go ukryć i poszedł w tej sprawie do wójta gminy. Wójt nakazał nie wydawać uciekiniera. Więzień ukrywał się do momentu przybycia Armii Czerwonej[6]. W 1948 r. wraz z żoną Chavą wyemigrował do Izraela. 30 lat później Srebrnik wrócił do Chełmna, aby nakręcić film Claude'a Lanzmana „Shoah”. Składał zeznania na procesie Eichmanna i na procesach załogi obozu w Chełmnie.

Na stronie            

https://www.yadvashem.org/artifacts/museum/leg-irons.html?utm_source=facebook&utm_medium=organic-english&utm_campaign=otd&utm_content=srebernik-chlemno&fbclid=IwAR2_ukPHeYOAkV8cMFePlrIA2IhzWj_oFBqNwHiPRS-Qj-aK4iKRxgXTaX4

można wysłuchać relacji Szymona Srebrnika.

Mieczysław Żurawski rzucił się na oprawców z nożem i zbiegł:

Biorę nożyce krawieckie, które schowałem, i rozcinam kajdany na nogach. Gdy już je ściągnąłem, chwytam mój nóż. Przy drzwiach więzienia chowam się pod kocem, który tam leżał. Czekam, aż po ko-lejną piątkę przyjdzie morderca. Kiedy wchodzi i ich wywołuje, i chce zamknąć za sobą drzwi, rzucam się do ucieczki. Biegnę z nożem w dłoni. Strzelają do mnie i przestrzeliwują mi prawą nogę, ale nawet nie czuję, że jestem zraniony. Biegnę dalej i przesadzam druty, którymi otoczone jest więzienie, i rozdzieram sobie o nie prawą rękę. Słyszę: „Szybko, łapać, Maks ucieka!”. Uciekam w ogniu strzałów, ale żadna kula mnie nie trafia. Biegnę, ile sił w nogach po śniegu i muszę przejść przez wodę. Mam szczęście, że woda zamarzła. Szukają mnie, świecąc lampami. Przywieram do ziemi, żeby nie mogli mnie zobaczyć. Idę na czworaka w stronę lasu, żeby mnie nie dojrzeli. Puścili się za mną na wschód, na pola i do chłopskich chat. Sprawdzali, czy nie schowałem się w sianie. Wtedy przeszedłem na drugą stronę szosy. Tak skutecznie ich zmyliłem, że nie wiedzieli, gdzie jestem. Teraz stoję na innej drodze i spoglądam za siebie, żeby zobaczyć, jak daleko ode mnie są mordercy. Widzę, że więzienie, z którego uciekam, stoi w płomieniach. Słyszę strzały. Trochę się uspokajam, nie widząc nikogo za sobą, i myślę sobie, że chyba jestem uratowany. [7]

Schronienie znalazł w stodole chłopki Przybylskiej we wsi Ostrów. Tuż po wojnie wrócił do zawodu rzeźnika oraz do partyjnej działalności w Poalej Syjon. O swoich przeżyciach zaczął opowiadać już w lutym 1945 r. Zeznawał w kilku procesach, m.in.: w Bonn w sprawie 13 członków niemieckiej załogi Chełmna i w 65. sesji procesu Eichmanna. Jego dalsze losy nie są znane, wiadomo jednak, że zamieszkał w Gederze, gdzie zmarł 5 marca 1989 r.

Powojenne losy

Sprawcy

Herbert Lange zginął w 1945 r. podczas obrony Berlina, a Hans Johann Bothmann popełnił samobójstwo w niewoli brytyjskiej. Pierwszy zastępca komendanta obozu Albert Plate popełnił samobójstwo w 1944 r., z kolei drugi zastępca Walter Piller został skazany w 1949 r. przez sąd w Łodzi na karę śmierci – wyrok wykonano 19 stycznia 1949 r. Kierowca w obozie zagłady Hermann Gielov został stracony 6 czerwca 1951 r.

Trzynastu funkcjonariuszy załogi obozu Kulmhof stanęło przed sądem. Procesy toczyły się w RFN w latach 1962-1965. Kierowca ciężarówki-komory gazowej Gustav Laabs, kierowca dowódców obozu – Walter Burmeister i kierownik komanda pałacowego – Alois Häfele, zostali skazani na 13 lat pozbawienia wolności. Pozostali otrzymali wyroki w przedziale od 7 do 13 lat.

 

uciekinierzy.jpg

Fot. 6 Uciekinierzy na procesie członków obozu. Od lewej siedzą: Mieczysław Żurawski, Michał Podchlebnik, Schlomo Podchlebnik (kuzyn Michała, uciekinier z Sobiboru), Szymon Srebrnik. Źródło: zbiory własne autorki tekstu.

 

Teren obozu

19 stycznia 1945 r. na teren obozu wkroczyły oddziały wojsk radzieckich, a wraz z nimi okoliczni mieszkańcy. Jeden z nich Józef Domżał powiedział:

Po raz pierwszy przekraczam bramę zagrodzonego terenu (...). Przede mną podążają tu gromadki. Za mną nowe gromady. Jendy przychodzą, drudzy odchodzą. Wszyscy skupieni (...) stary spichlerz, przerobiony na lagier dla skutych Żydów (...) widok jest tak okropny, że nikt tu dalej nie wchodzi. Widzowie tylko na chwilę zatrzymują się przy drzwiach, rzucają przerazony wzrok do wnętrza i uciekają. Nikt nie może znieść tego widoku.[8]

 

spalony spichlerz.jpg

Fot. 7 Widok na spalony spichlerz. Źródło: zbiór własny autorki tekstu.

wnetrze spichlerza maj 45.jpg

Fot. 8 Wnętrze spichlerza maj 1945 r. Żródło: zbiór własny autorki tekstu.

 

W kwietniu 1945 r. na teren obozu przyjechali przedstawiciele Starostwa Powiatowego w Turku. Efektem wizyty było powstanie protokołu, który przyczynił się do przyjazdu w maju 1945 r. Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Podjęto wówczas decyzję o oddelegowaniu łódzkiego sędziego do przeprowadzenia śledztwa w sprawie tamtejszych zbrodni. W 1957 r. na terenie folwarku powstał pierwszy pomnik upamiętniający obóz. Starania o odpowiednie upamiętnienie i oznaczenie mogił zbiorowych rozpoczęły się w latach 60.  W latach 1963-1964 postawiono pomnik w Lesie Rzuchowskim. W 1990 r. wybudowano placówke muzealną, będącą oddziałem Muzeum Okręgowego w Koninie. W 1998 r. odpowiednią opieką otoczono teren obozu we wsi Chełmno. W lipcu 2013 r. oddział Muzeum w Chełmnie włączono w struktury Muzeum Martorologicznego w Żabikowie.

 

muzeum.jpg

 Fot. 9 Jeden z pomników na terenie lasu. Źródło: materiał własny autorki tekstu.

macewa.jpg

Fot. 10 Jedna z macew na terenie lasu. Źródło: materiał własny Katarzyny Smarzyk.

 kamien.jpg

 Fot. 11 Jeden z pomników na terenie lasu. Źródło: materiał własny Katarzyny Smarzyk.

IMG_20190925_132745.jpg

Fot. 12 Jeden z pomników na terenie lasu. Źródło: materiał własny Katarzyny Smarzyk.

 

Bibliografia:

[1] A. Grzegorczyk, P. Wąsowicz, Obóz zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Przewodnik po miejscu pamięci., Chełmno nad Nerem 2016, s. 24.

[2] P. Montague, Chełmno. Pierwszy nazistowski obóz zagłady, Wołowiec 2014, s. 243.

[3] Tamże, s. 248.

[4] M. Polit, Relacja Mordechaja Żurawskiego z Chełmna nad Nerem, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, R. 2020, nr 16, s. 427.

[5] Tamże, s. 428.

[6] https://www.yadvashem.org/artifacts/museum/leg-irons.html?utm_source=facebook&utm_medium=organic-english&utm_campaign=otd&utm_content=srebernik-chlemno&fbclid=IwAR2_ukPHeYOAkV8cMFePlrIA2IhzWj_oFBqNwHiPRS-Qj-aK4iKRxgXTaX4

[7] M. Polit, Relacja Mordechaja Żurawskiego z Chełmna nad Nerem, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”, R. 2020, nr 16, s. 430.

[8] A. Grzegorczyk, P. Wąsowicz, Obóz zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. Przewodnik po miejscu pamięci., Chełmno nad Nerem 2016, s. 27.

Komentarze

securimage