Katarzyna Smarzyk (Katte)
Dodano: 2021-09-17 21:41:13

Rzeź wołyńska oczami kobiet...

1943-07-11 - 1944-03-01

W jednym z poprzednich artykułów była mowa o wojnie na Lubelszczyźnie, jak jeszcze przed krwawymi wydarzeniami na Wołyniu walczono z OUN-UPA, natomiast dzisiaj zostanie przedstawiony los Polaków, którym udało się przeżyć ową masakrę. Przede wszystkim będą to opowieści kobiet, które jako dzieci przeżyły mordy na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Inspiracją do napisania tego artykuły była książka „Dziewczyny z Wołynia” autorstwa Anny Herbich oraz historia mojej rodziny, która została przesiedlona w wyniku rzezi…

W Warszawie można odnaleźć pomnik poświęcony ofiarom ludobójstwa na Wołyniu , natomiast co z upamiętnieniem ofiar na  terenie Ukrainy? Pani Janina jako prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu otwarcie mówiła, że w latach 90. XX wieku było łatwiej stawiać krzyże w dawnych polskich miejscowościach, niż w obecnych czasach.  Prezes ukraińskiego IPN-u groził, że miejsca pamięci pomordowanych zostaną zdegradowane i rozebrane. Niestety na Ukrainie coraz częściej stawia się pomniki Stepanowi Banderze, a  na cmentarzu łyczakowskim niedaleko leżących orląt lwowskich można zobaczyć groby banderowców… Na każdym kroku można zobaczyć „kult” UPA, który nasila się z biegiem lat. Coraz ciężej upamiętnić ofiary rzezi wołyńskiej…

 

241837508_641418200159431_2968793968627697877_n.jpgWidok współczesny na groby UON-UPA na cmentarzu Łyczakowskim, źródło: materiał własny Joanny Dudek

Wspomniana Pani Janina pochodziła ze wsi Funduma. Podczas napadu banderowców miała  zaledwie kilka lat. Na jej oczach została zamordowana najbliższa rodzina – ojciec, mama i brat. Przeżyła , ponieważ zemdlała, a upowcy myśleli, że umarła. Kiedy się ocknęła, pędziła do sąsiadów – Ukraińców, którzy okazali jej serce i schowali na resztę nocy. Uratowali ją, później zorganizowali wywiezienie z ziem ukraińskich. Po latach pani Janina wróciła do swoich rodzinnych miejscowości. Postawiła krzyż w miejscu kaźni swojej rodziny…

Wiele osób słyszało o krwawej niedzieli na Wołyniu, która rozpoczęła się 11 lipca 1943 roku. Jedna z uczestniczek – Pani Teodora była wtedy z dziadkami oraz tatą w kościele w Kisielinie. W domu została reszta rodziny -mama i dwie siostry. Podczas mszy doszło do napadu banderowców! Bohaterka przeżyła, uciekając z babcią  na strych, gdzie mieściła się zakrystia. Zamknięci Polacy dzielnie się bronili – powstrzymali wpadające granaty, podpalenia, próby wyważenia przez UPA drzwi. Po całej masakrze w Kościele w Kisielinie Pani Teodora wróciła do domu.  Przez pewien czas mama z babcią nie zdecydowały się na  opuszczenie rodzinnego domu.  Rodzina na każde krzyki w wiosce wybiegała i uciekała w pola, w las. Pewnego dnia, po napadzie już nie zastali babci, która domu nigdy nie opuszczała– została zamordowana. Wtedy mama Pani Teodory podjęła decyzję o przeprowadzce do Zasmyk, która słynęła z mężnej obrony przez banderowcami. Historia Pani Teodory się nie kończy, jednak jest pewna bardzo ważna sugestia, która porusza… Mianowicie rodzice bohaterki wiedzieli, że Ukraińcy polują na Polaków. Mimo wszystko, nie wierzyli w te plotki, nie mieli sobie nic do zarzucenia… Nie jest to jedyna taka historia – wiele osób nie wierzyło w eksterminację Polaków na Ukrainie…

Siostra Pani Alfredy – Irka także przeżyła masakrę w kościele w Kisielinie. Rodzina zdecydowała się jednak na szybką ucieczkę ! Niestety – pożyczyli furmankę rodzinie, która ukradła pojazd, by wydostać się z Wołynia. Rodzina Pani Alfredy musiała zostać. Banderowcy przyszli od rana, kiedy w domu były tylko siostry i ojciec, a mama z krową na polu. Pani Alfreda przeżyła, chowając się za płotkiem i przylegając do ziemi…Ukrywając się, słyszała  jak banderowcy mordują półroczną córeczkę jej starszej siostry Stefy, a także przybyłą z pola rodzicielkę pani Alfredy… Ona sama przeżyła, później stając się łączniczką 27 Dywizji Wołyńskiej…

Ocaleli z rzezi wołyńskiej często wspominają, jak chowali się po piwnicach lub nocowali poza domem np. w stodole, pamiętają jak wyglądali przez okno i wypatrywali czy banderowcy idą po nich, albo patrzyli na czerwone od łun niebo nad oddaloną o kilka kilometrów wioskę. Większość Polaków w ciągu dnia gromadziła się w grupach, natomiast w nocy czekali… wyczekiwano banderowców, a tak naprawdę oczekiwano śmierci… Starano się organizować patrole, wystawiano nocne warty. Często, jak w przypadku bohaterek, o przeżyciu decydowało szczęście, nie dostrzeżenie przez banderowców, czy pomoc Ukraińców, którzy zachowali resztę człowieczeństwa.

Jak Polacy mieszkający na Wołyniu czy Galicji Wschodniej tłumaczyli sobie napaść banderowców? Przede wszystkim pamiętali z opowieści rodziców tudzież dziadków, że stosunki pomiędzy tymi dwoma narodami układały się dobrze, a sytuacja uległa zmianie po wybuchu II wojny światowej. Przede wszystkim winna była ideologia nacjonalistyczna, która znalazła dobry czas na rozkwit w umysłach Ukraińców. Niemcy dali Ukraińcom broń, zezwolili na ich działania wojenne. Innym powodem była także ludzka zazdrość, chęć przejęcia gospodarstwa po Polakach oraz rzeczy materialnych takich jak kołdry, garnki, wiadra, naczynia itd.

Polacy wychowani w tradycji honoru i poszanowania wartości nie potrafili uwierzyć, a może zwyczajnie nie umieli, że sąsiad napada i zabija swojego sąsiada. Najpierw był Wołyń, później przyszedł czas na Galicje Wschodnią – tutaj  tak samo nie wierzono w ataki banderowców na polskich mieszkańców. Słyszeli co wyprawiało się na ziemi wołyńskiej, jednak nie ewakuowano swoich rodzin wraz z dobytkiem. Takim przykładem jest moja rodzina mieszkająca wówczas w Ludwikówce. Pierwsze dwa mordy na tle nacjonalistycznym nie doprowadziły do wzmożenia swojej czujności, nie wspominając o wyjechaniu na bezpieczne ziemie.
Pewnej nocy nastąpił atak  na Ludwikówkę. W domu rodziny Kunyszów  jedne dzieci przygotowywały się do snu, drugie już spały. Szybko wszyscy się poderwali, w piżamach zaczęli uciekać w pole. Dodajmy, że była wtedy zima. Co robili wówczas  banderowcy? Znęcali się nad ofiarami. Mówi się, że upowcy posiadali aż 135 metod torturowania jak np. wydłubywanie oczu, rozcinano ludzi na pół, rozrywano ich końmi. Dzieci patrzyły na śmierć rodziców i na odwrót. Wielu rannych zostawiano, aby umarli z wycieńczenia. Niektórzy wracali do domów, a raczej do tego co z nich pozostało. Widok był zatrważający, tak samo jak i opowieści o pogromie. Jedna rodzina była związana drutem kolczastym i spalona żywcem, w innej rodzinie dzieciom połamano ręce i nogi, wbijano bagnet w brzuch i wypruwano wnętrzności…

 

Co działo się z rodziną Kunyszów po ataku banderowców? Tak, jak większość uratowanych z pogromu banderowców, przesiedlili się do Polski…Być może właśnie tylko to uratowało ich przed niechybną śmiercią… Po wielu latach Zuzia – dziewczynka która przeżyła masakrę wsi Ludwikówka, powróciła do swojego dawnego „domu” – którego już nie zastała. Wraz z resztą swojej rodziny, która uciekła z pogromu zorganizowali zbiórkę pieniędzy na postawienie krzyża w miejscu zbrodni dokonanej przez banderowców. Pomógł im  w tym ksiądz mieszkający nieopodal Ludwikówki.

Współcześnie dla narodu ukraińskiego temat rzezi wołyńskiej pozostaje tematem trudnym, niejednoznacznie rozstrzygającym. Ukraińcy nie chcą dopuścić do siebie prawy o zbrodni wołyńskiej, nie widzą w swoich działaniach niczego złego. Nieliczni przepraszają za swoich rodaków, za zbrodnie. Nieliczni…

 

Komentarze

securimage